Witrażysta – ginący zawód „malowania światłem”

Witrażysta to rzemieślnik-artysta, który projektuje i składa obrazy ze szkła, łącząc kolory, światłocień i metalowe ołowiane profile w jedną, świetlistą kompozycję. Przez stulecia jego pracownią były przede wszystkim katedry i zamki; dziś działa zarówno w niszowych pracowniach, jak i na pokazach edukacyjnych. To zawód na styku sztuki, rzemiosła i konserwacji – wciąż żywy, choć funkcjonujący w nowych realiach.

Kim był witrażysta i czym się zajmował

Witrażysta to rzemieślnik–artysta. Układa obraz z kolorowych kawałków szkła. Tafle łączy ołowianymi ramkami (szprosami). Detale maluje farbami do szkła, a następnie wypala je w piecu. Dzięki temu wzór staje się trwały. W średniowieczu takie okna działały jak „Biblia ubogich”. Pokazywały proste sceny i wyraziste kolory. Co więcej, dało się je czytać z daleka. Przy wielkich budowach, zwłaszcza przy kościołach, pracowały całe ekipy. Witrażysta współpracował ze szklarzem (cięcie i dostawy szkła), malarzem na szkle i monterem. Kluczowy był balans między techniką (ołów, szkło, piec) a opowieścią (karton w skali 1:1, podział na kwatery i detale).

W praktyce to zawód łączący sztukę i inżynierię. Witrażysta planował kompozycję i kolory. Jednocześnie układał linie ołowiu tak, by rysowały obraz i wzmacniały konstrukcję. Okno musiało dobrze wyglądać w świetle dziennym. Dlatego każdy podział miał znaczenie. Duże realizacje składały się z wielu kwater w żelaznych ramach. Praca dzieliła się na dwa etapy: warsztatowy (cięcie, malowanie, wypały) oraz montaż na wysokości. W efekcie witrażysta był projektantem, technikiem i koordynatorem. Akceptował szkło od szklarza, korygował kolory i pilnował detali. Dzięki temu całość „czytała się” jak jedna, spójna opowieść malowana światłem.

Jak powstawały materiały i na czym pracował

Trzonem procesu był karton. To pełnowymiarowy rysunek z podziałem na elementy szklane i miejsca malatury. Na jego podstawie dobierano kolorowe szkło. Następnie cięto je i dopasowywano do konturów. Detale – twarze, fałdy, kontury – malowano farbami transparentnymi i pigmentami metali. Potem tafle wypalano w piecu, aby zespolić warstwę malarską ze szkłem. Gotowe kawałki łączono ołowianymi profilami i kotwiono w ramie. Dodatkowe pręty wzmacniały konstrukcję. Każdy etap wymagał precyzji i pracy zespołowej. Projektant, szklarz, malarz i monter tworzyli jeden łańcuch technologiczny.

Karton zawierał też numerację i znaki montażowe. Dzięki temu setki szkiełek trafiały na swoje miejsca. Używano różnych rodzajów szkła: dmuchanego „antycznego” o żywej, migotliwej strukturze; katedralnego, walcowanego; czasem opalizującego lub barwionego w masie. Malatura obejmowała m.in. grisaille (cienkie, półprzezroczyste brązy i czernie) oraz żółcień srebra, która dawała złote refleksy. Wszystko utrwalano w kontrolowanych temperaturach. Ołów miał przekroje „H” lub „U”. Po zmontowaniu kwater uszczelniano je kitem szklarskim, co zwiększało sztywność i szczelność. Na koniec witraż kotwiono w ramie i podpierano prętami przeciwwietrznymi, aby przenieść ciężar i drgania. W nowszych realizacjach stosowano także technikę Tiffany (taśma miedziana i lut cynowy). Pozwala ona na drobniejsze podziały i bardziej malarskie przejścia form.

 

Podstawowe narzędzia i techniki

Historyczny warsztat był prosty, ale skuteczny. Używano rozgrzanych prętów metalowych do inicjowania pęknięcia szkła po linii cięcia. Sięgano po noże i kółka tnące, szczypce-łamacze, młoteczki do dopasowań oraz ołowiane szprosy formowane ręcznie lub odlewane. Do malowania służyły farby i pigmenty, a do utrwalania – piece. Uzupełnieniem były deski i płachty do rozrysowywania kartonów. Mimo upływu czasu zasady pozostały te same: projekt → cięcie → malowanie → wypał → łączenia ołowiane.

Dziś dochodzą narzędzia precyzyjne. Stosuje się grozing pliers (do „skubania” krawędzi) i running pliers (do kontrolowanego łamania po rysie). W użyciu są noże diamentowe lub olejowe, kołki i pinezki do unieruchamiania elementów na planszy, a także lutownice o odpowiedniej mocy. Do wcierania kitu służą szczotki. Pojawiają się patyny do przyciemniania ołowiu i lutu, stoły świetlne do kontroli barw oraz piece z programatorami temperatur i czasów wygrzewania. W technice Tiffany kluczowa jest taśma miedziana i gładkie lutowanie. Natomiast w dużych oknach planuje się wiatrownice, zawiasy i punkty podparcia. Dzięki temu witraż bezpiecznie „współpracuje” z konstrukcją budynku.

WItraż

Zarys historii witrażu: od gotyku po czasy nowoczesne

Zawód rozkwitł w średniowieczu razem z architekturą wielkich okien. Ośrodki środkowoeuropejskie – od francuskich opactw po miasta pruskie – współtworzyły kanon form i technik. W Polsce tradycję rozwijano przez wieki. Później pojawili się artyści tak wybitni jak Józef Mehoffer i Stanisław Wyspiański, którzy w XX wieku odnowili język witrażu i związali go z secesją oraz modernizmem. Dziedzictwo dawnych warsztatów poznajemy dziś dzięki muzeom i praktyce konserwatorskiej.

Potem zmieniły się style. Renesans i barok ograniczyły zapotrzebowanie na narracyjne okna. Natomiast XIX wiek – zwłaszcza neogotyk i secesja – przyniósł odrodzenie. Witraże wróciły do kamienic, ratuszy i gmachów publicznych. XX stulecie przyniosło wojenne zniszczenia, ale również powojenne rekonstrukcje. Pojawiły się nowe nurty, które łączyły tradycyjne podziały ołowiane z abstrakcją i geometrią. W epoce nowoczesnej witrażysta działa już nie tylko w świątyniach. Pracuje w hotelach, teatrach i willach, a nawet w małej architekturze. Korzysta przy tym z szerszego spektrum szkła i bardziej złożonych systemów nośnych przygotowanych przez szklarzy i ślusarzy. Dzięki temu stare rzemiosło zyskało nowe pole do popisu.

WItraż

Dlaczego zawód zanikł (i dlaczego jednak przetrwał)

Na spadek znaczenia tradycyjnych pracowni złożyło się kilka czynników. Najpierw zadziałało uprzemysłowienie produkcji szkła i stolarki. Do tego doszła zmiana stylów w architekturze – coraz mniej okien wymagało narracyjnego wypełnienia. Wreszcie swoje zrobiły standardy bezpieczeństwa materiałów oraz wysokie koszty konserwacji. Tam, gdzie brakowało ciągłości warsztatu i stałych zamówień, rzemiosło ustępowało nowym technologiom, a zakres prac przesuwał się ku renowacji. Dodatkowo rosły wymagania ppoż., energetyczne i akustyczne, które preferowały szkło zespolone i systemy aluminiowe, rzadko „przyjmujące” klasyczny ołów bez kosztownych rozwiązań pośrednich. Wpływ miała też prefabrykacja: architekci częściej wybierali neutralne przeszklenia kurtynowe niż indywidualne, narracyjne okna. Zmienił się także model finansowania – zamiast wielkich mecenatów pojawiły się krótkie, rozproszone zlecenia, co utrudniało utrzymanie stałych zespołów i kształcenie czeladników.

Jednak zawód nie zniknął. Przetrwał w kręgu konserwacji zabytków, zamówień indywidualnych (wnętrza sakralne i świeckie) oraz w edukacji i rekonstrukcjach, gdzie witrażysta pokazuje dawne techniki. Współcześnie funkcjonuje w klasyfikacjach jako witrażownik (713505). Wymaga łączenia tradycyjnych kompetencji z nowymi materiałami i przepisami: od norm szkła bezpiecznego i klejów UV, przez metody wzmacniania kwater, po współpracę ze szklarzem i ślusarzem przy ramach nośnych. Paradoks polega na tym, że to, co kiedyś było rzemiosłem pierwszego planu, dziś działa głównie w obszarze ochrony dziedzictwa i projektów „szytych na miarę”. Dzięki temu zyskało jednak większą merytoryczną głębię i wyższe standardy technologiczne.

WItraż

Witrażysta dziś: rzemiosło niszowe, zawód istniejący czy głównie pokaz?

To tak naprawdę „jedno i drugie”. W praktyce to wciąż zawód z realnymi zleceniami: pracownie projektują i wykonują nowe realizacje (sakralne i świeckie), prowadzą konserwacje oraz rekonstrukcje, korzystają z klasycznych systemów ołowianych i wypału farb, a także z techniki Tiffany. Równie ważny jest wymiar edukacyjny: warsztaty i kursy uczą podstaw cięcia, dopasu i lutowania, a muzea oraz pracownie pokazują cały proces na żywo, z modułem BHP przy ołowiu i piecach. A do tego dochodzą rekonstrukcje i jarmarki, podczas których witrażyści demonstrują dawne metody; publiczność może dotknąć materiału, zobaczyć karton, przymierzyć taśmy ołowiane i poznać różnicę między szkłem antycznym dmuchanym a walcowanym. Coraz częściej pracuje się też w duecie ze szklarzem od szkła zespolonego, planując montaż „okno w oknie” albo kapsułowanie witraża między taflami ochronnymi, aby pogodzić wymagania konserwatorskie z warunkami cieplno-wilgotnościowymi.

Po drugie, nisza edukacyjna. Warsztaty i kursy uczą podstaw: cięcia, dopasu i lutowania. Muzea oraz pracownie pokazują cały proces na żywo. Coraz częściej uwzględniają też BHP pracy przy ołowiu i piecach. Po trzecie, rekonstrukcje i jarmarki. Podczas wydarzeń historycznych witrażyści demonstrują dawne metody. Odbiorcy mogą dotknąć materiału, zobaczyć karton, przymierzyć taśmy ołowiane i poznać różnicę między szkłem antycznym dmuchanym a walcowanym.

W efekcie witrażysta to artysta-rzemieślnik, edukator i konserwator w jednym. Często działa ramię w ramię ze szklarzem stolarki zabytkowej oraz z projektantem konstrukcji. Rynek jest niszowy, ale stabilny. Obejmuje zlecenia renowacyjne, indywidualne zamówienia do domów i kamienic, instalacje w budynkach użyteczności publicznej oraz badania i inwentaryzacje prowadzone z konserwatorami.

 

Gdzie zobaczyć: pokazy, rekonstrukcje, jarmarki, muzea

Witrażystów można spotkać na jarmarkach rzemieślniczych, festynach i rekonstrukcjach. Prezentują cięcie, malowanie i łączenie szkła oraz opowiadają o historii technik. Podczas większych imprez działają stanowiska warsztatowe dostępne dla publiczności. Program obejmuje m.in. warsztaty witrażu i szklarstwa z naciskiem na bezpieczeństwo i edukację. Coraz częściej organizuje się krótkie formy hands-on. Uczestnicy składają małą kwaterę w technice Tiffany lub testują prowadzenie cięcia po kartonie.

Równolegle rośnie oferta kursów w pracowniach i muzeach. Uczestnicy poznają klasyczne i współczesne metody, uczą się doboru szkła, projektowania kartonów, prowadzenia linii ołowiu oraz podstaw dokumentacji konserwatorskiej. W instytucjach kultury witraż pokazuje się w kontekście architektury – z makietami okien, próbkami szkła i przykładami montażu ochronnego. Dzięki temu łatwiej zrozumieć, jak współpracują w praktyce witrażysta, szklarz i ślusarz. Odbiorca widzi nie tylko efekt „malowania światłem”, lecz także cały łańcuch technologiczny, który pozwala delikatnemu obiektowi bezpiecznie działać w budynku przez kolejne dekady.

Witraże

Ciekawostka:

Złoty kolor w witrażach zwykle… nie jest ze złota. Efekt tzw. „żółcieni srebra” uzyskuje się, nanosząc na szkło związki srebra, a potem wypalając je w piecu – jony srebra wnikają w powierzchnię tafli i barwią ją na żółto, miodowo lub bursztynowo. To średniowieczny „trik” pozwalający malować aureole, włosy i światło pochodni bez dokładania kolejnych kawałków szkła. Dzięki temu witrażysta mógł łączyć szklaną mozaikę z malarskimi detalami, a szklarz dbał, by tak zdobione tafle bezpiecznie trafiły w ołowiane profile.

Najważniejsze fakty

  • Witrażysta tworzy obrazy z barwionych tafli szkła, łączonych ołowianymi profilami i utrwalanych wypałem farb.
  • Proces obejmuje: karton, dobór szkła, cięcie, malowanie, wypał, plumbowanie (łączenie ołowiem), montaż.
  • Kluczowe narzędzia: noże/kółka tnące, szczypce-łamacze, młoteczki, piece, ołowiane szprosy.
  • Zawód rozkwitł w średniowieczu; w Polsce tradycję kontynuowano także w XX wieku (Mehoffer, Wyspiański).
  • Współcześnie funkcjonuje jako witrażownik (kod 713505) – zawód obecny w klasyfikacjach i na rynku niszowym.
  • Obok nowych realizacji równie ważna jest konserwacja i rekonstrukcja dawnych witraży.
  • Wydarzenia plenerowe i warsztaty pozwalają zobaczyć cały proces na żywo – często obok stanowisk szklarza i innych rzemiosł.
  • Edukacja rozwija się w formie kursów i pokazów w pracowniach, muzeach i podczas rekonstrukcji.
  • Zanik tradycyjnych pracowni wynikał z industrializacji, zmiany stylu architektury i kosztów – ale zawód przetrwał w niszach.
  • Współczesny witrażysta łączy rolę artysty, rzemieślnika i edukatora, często współpracując z szklarzem od stolarki zabytkowej.

 

Mini-FAQ

1. Czy witrażysta to to samo co szklarz?
Nie. Szklarz zajmuje się głównie cięciem/montażem szyb i stolarki; witrażysta projektuje, maluje, wypala i składa kompozycje z kolorowego szkła w ołowianych ramach. W praktyce oba zawody często współpracują.

2. Jakie są podstawowe etapy wykonania witraża?
Karton → dobór i cięcie szkła → malowanie → wypał → łączenie ołowiem → montaż i kotwienie.

3. Czym maluje się szkło do witraży?
Transparentnymi farbami/pigmentami metali, które utrwala się w piecu, dzięki czemu malatura staje się trwała.

4. Dlaczego tradycyjny zawód częściowo zanikł?
Przez industrializację, zmiany estetyczne w architekturze i koszty rękodzieła – rynek przesunął się ku konserwacji i niszowym zamówieniom.

5. Czy dziś można się tego nauczyć?
Tak. Działają kursy i warsztaty (także muzealne), uczące zarówno klasycznych metod, jak i techniki Tiffany’ego.

6. Gdzie zobaczę witrażystę przy pracy?
Na jarmarkach rzemieślniczych, rekonstrukcjach historycznych, w muzeach i pracowniach – często obok stanowisk, gdzie pokazuje się także rzemiosło szklarza.

7. Jakie narzędzia są dziś najważniejsze?
Noże/kółka tnące, szczypce-łamacze, lutownice do ołowiu, piece do wypału, przyrządy do trasowania kartonów.

8. Czy witrażysta ma przyszłość zawodową?
Tak – w niszach: konserwacja zabytków, zamówienia indywidualne (sakralne i świeckie), edukacja i pokazy. Wymaga to kompetencji artystycznych oraz znajomości współczesnych norm materiałowych, które zna także dobry szklarz.

Lucyna i Lech Budaj

Ciekawostka:

Witraż to „obraz namalowany światłem”. Kiedyś robiło się go z dmuchanego szkła z bąbelkami, więc okna mieniły się jak brokat w słońcu — dziś częściej używa się gładkich tafli, a nawet podświetlenia LED, żeby efekt świecił także po zmroku.

Podziękowania

Serdeczne podziękowania dla Lucyny i Lecha Budajów za czas, cierpliwość i piękną lekcję „malowania światłem”.
SZKLANE HISTORIE, tel. +48 793 667 047, instagram.com/lucyna.budaj

Ministerstwo Edukacji Narodowej
Fundacja Wspierania Kultury i Edukacji

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Edukacji w ramach programu Nasze tradycje

Arkadiusz Rutkowski website
Przejdź do treści