Szklarz
Szkło to materiał szczególny: przezroczysty, a jednak formujący przestrzeń; kruchy, a zarazem odporny. Przez stulecia towarzyszył mu ten sam fach – szklarz – rzemieślnik, który umiał je wytworzyć, dociąć, osadzić i ozdobić.
Kim był szklarz
Szklarz to rzemieślnik od szkła w pełnym tego słowa znaczeniu. W hucie brał udział w wytopie i formowaniu masy szklanej, a w mieście szklił okna, wymieniał potłuczone szyby, robił lustra, witryny i ozdobne elementy do kościołów i kamienic. W różnych epokach pracował albo w cechu, albo w manufakturze. Z czasem pojawiły się specjalizacje: dmuchacz szkła odpowiadał za kształt i grubość ścianek naczynia, polernik luster – za idealnie gładką i błyszczącą powierzchnię, a monter szyb – za to, by tafla była dobrze osadzona i bezpieczna. W XVIII–XIX wieku zakres prac mocno się poszerzył: oprócz typowych naczyń wykonywano klosze do lamp, karafki, butle apteczne czy duże witryny sklepowe. To wymagało od szklarza nie tylko zręczności, ale też precyzyjnych pomiarów i umiejętności montażu naprawdę sporych formatów.
Dziś szklarz nadal ma co robić, tylko jego praca wygląda trochę inaczej. Podstawą są: docinanie, obróbka, montaż i renowacja szklanych elementów w architekturze – od luster i drzwi, przez ścianki i balustrady, po kabiny prysznicowe, witryny, daszki czy panele kuchenne. Coraz częściej dochodzi projektowanie „na wymiar” we współpracy z architektami i ekipami wykończeniowymi. To zawód łączący wyczucie materiału z techniką: trzeba umieć obsługiwać stoły do cięcia, piły, szlifierki, wiertarki do szkła, a przy tym znać normy bezpieczeństwa (szkło hartowane, laminowane, odpowiednie okucia). Choć wiele dawnych trików przeszło do niszy i pokazów (np. dmuchanie naczyń „z wolnej ręki”), szklarz wciąż jest fachowcem pierwszego kontaktu – zwłaszcza tam, gdzie liczy się dokładność, estetyka i trwały, bezpieczny montaż. Jeśli kiedykolwiek zachwyciło Cię idealnie dopasowane lustro albo lekka, szklana balustrada bez ram – to właśnie praca szklarza, tylko w nowoczesnym wydaniu.
Jak powstawały materiały, na czym pracował
Podstawą wszystkiego była masa szklana – mieszanka piasku kwarcowego z dodatkiem topników (np. sody, potażu), które obniżają temperaturę topnienia, oraz stabilizatorów (wapień), dzięki którym szkło nie kruszy się i nie chłonie wody. Tę mieszankę rozgrzewano w piecu do temperatur, przy których staje się plastyczna jak miód. I wtedy zaczyna się magia. Najbardziej widowiskowa technika – znana od starożytności aż do dziś – to dmuchanie szkła przy użyciu metalowej rurki, czyli piszczały. Cały proces ma swój rytm. Najpierw szklarz „nabiera” porcję płynnej masy z tyglowego pieca. Potem „wałkuje” ją na gładkiej, chłodnej stalowej płycie (marprze), żeby wyrównać kształt, pozbyć się pęcherzyków i przygotować do rozdmuchiwania. Właściwe dmuchanie polega na delikatnym podawaniu powietrza do piszczały – gorąca bańka rośnie, a szklarz nieustannie obraca rurkę, żeby grawitacja nie zniekształciła ścianek. Kształt poprawia drewnianymi „łódkami” i dębowymi szczypcami; drewno jest zwilżane wodą, więc nie przywiera i wytwarza cienką „poduszkę” pary. Jeśli trzeba uzyskać powtarzalną formę (np. serię identycznych butelek), używa się form drewnianych lub metalowych. Jeśli ważny jest dekor – sięga się po formy ryflowane albo „optyczne”, które dają żłobkowanie i grę światła.
Po wstępnym uformowaniu naczynia przychodzi czas na przekładkę: gorący wyrób odcina się od piszczały i przenosi na drugi pręt – puntę. Dzięki temu można wykończyć wylot (rancik), podgrzewając szkło w dodatkowym piecu (glory hole), który utrzymuje odpowiednią plastyczność. Na końcu następuje kluczowy etap – odprężanie. Szkło trafia do pieca wyżarzającego (lehr) i powoli stygnie, aby zredukować naprężenia wewnętrzne. Bez tego naczynie mogłoby pęknąć samo z siebie nawet po kilku godzinach.
W czasach nowożytnych, kiedy szklenie okien stawało się standardem, powstawały dwie charakterystyczne tafle: szkło koronowe – rozpłaszczane z wydmuchanej bańki (zostawia w środku słynne „oczko”) oraz szkło cylindrowe – czyli walec nacinany, rozkrawany i rozpłaszczany na płask. W miejskim warsztacie szklarz przygotowywał z takich tafli elementy „na wymiar”: ciął diamentem albo nowoczesnym nożem olejowym z węglika, szlifował i fazował krawędzie, wiercił otwory pod okucia. Zdarzało się też barwienie i dekorowanie – przez trawienie lub malowanie farbami niskotemperaturowymi. Montaż w ramach (drewnianych lub później metalowych) odbywał się na kity szklarniarskie, z użyciem gwoździków/żabek lub listew przyszybowych. Przy konserwacji zabytków szklarz współpracował z witrażystą, składając drobne tafle w ołowianych profilach (tzw. ołówkach).
Dziś obok metod ręcznych weszły na stałe technologie „bezpieczeństwa”: szkło hartowane (odporne na uderzenia i temperaturę) i laminowane (warstwy połączone foliami PVB/EVA, które trzymają odłamki). Dochodzi też szkło klejone UV, sitodruk i emaliowanie, a projektowanie i obróbka coraz częściej idą przez CNC – precyzyjne rozkroje, wiercenia, gniazda pod okucia. Dzięki temu zakres realizacji jest dużo szerszy niż kiedyś: od klasycznych okien i luster po meble (blaty, półki), drzwi i ścianki całoszklane, panele kuchenne i łazienkowe, balustrady, witryny sklepowe, zadaszenia, a nawet drobne formy i akwaria. Innymi słowy: stara sztuka formowania szkła spotyka się dziś z nową technologią – a to, co widzisz w nowoczesnych wnętrzach, to efekt współpracy rzemieślnika z maszynami i dobrze zaplanowanym procesem od projektu po montaż.
Narzędzia i stanowisko pracy
Dawniej podstawowy „zestaw ogniowy” wyglądał tak: piec hutniczy z tyglami, piszczały (rurki do dmuchania) o różnych długościach i średnicach, marpra – gładka stalowa płyta do „wałkowania” gorącej masy, drewniane formy, żelazne punty do przekładania naczynia, kleszcze, nożyce i łopatki do kształtowania bańki, a na koniec piec do odprężania, w którym szkło stygnie powoli i bez stresu. W miejskim warsztacie montażowym królowały już inne narzędzia: diamenty i noże olejowe do cięcia tafli, kamienie i tarcze do szlifowania krawędzi, polerki, wiertarki do szkła oraz cały zestaw pomocniczy – łaty, kliny, kity szklarniarskie i uszczelki do osadzania szyb. Każde narzędzie miało swoją „rolę w spektaklu”: jedne odpowiadały za kształt i gładkość, inne za trwałe i szczelne osadzenie w ramie.
Dziś ten arsenał jest większy i bardziej precyzyjny. Oprócz klasyki używa się stołów z poduszką powietrzną, które pozwalają lekko manewrować dużymi taflami, pił i rozkrojów sterowanych komputerowo (CNC), szlifierek krawędziowych do zwykłego szlifu i eleganckiej fazy, wiertarek kolumnowych z koronami diamentowymi, pieców do hartowania oraz autoklawów do laminowania. Do montażu wielkich formatów dochodzą systemy z przyssawkami próżniowymi i prowadnicami, które zwiększają bezpieczeństwo i dokładność. Cała robota zaczyna się jednak od planu: właściwy dobór grubości i typu szkła, odpowiednich okuć, przewidzenie dylatacji, a potem organizacja stanowiska i BHP – rękawice, okulary, ochrona słuchu, kontrola ostrych krawędzi, transport na stojakach i poprawne magazynowanie, żeby nie doprowadzić do mikropęknięć. W efekcie szklarz łączy dziś rzemieślniczą precyzję z nową technologią: potrafi dmuchnąć i uformować szkło na gorąco, ale też dociąć, wywiercić i zamontować taflę w nowoczesnym wnętrzu tak, by była i piękna, i bezpieczna.
Narzędzia i stanowisko pracy
Dawniej podstawowy „zestaw ogniowy” wyglądał tak: piec hutniczy z tyglami, piszczały (rurki do dmuchania) o różnych długościach i średnicach, marpra – gładka stalowa płyta do „wałkowania” gorącej masy, drewniane formy, żelazne punty do przekładania naczynia, kleszcze, nożyce i łopatki do kształtowania bańki, a na koniec piec do odprężania, w którym szkło stygnie powoli i bez stresu. W miejskim warsztacie montażowym królowały już inne narzędzia: diamenty i noże olejowe do cięcia tafli, kamienie i tarcze do szlifowania krawędzi, polerki, wiertarki do szkła oraz cały zestaw pomocniczy – łaty, kliny, kity szklarniarskie i uszczelki do osadzania szyb. Każde narzędzie miało swoją „rolę w spektaklu”: jedne odpowiadały za kształt i gładkość, inne za trwałe i szczelne osadzenie w ramie.
Dziś ten arsenał jest większy i bardziej precyzyjny. Oprócz klasyki używa się stołów z poduszką powietrzną, które pozwalają lekko manewrować dużymi taflami, pił i rozkrojów sterowanych komputerowo (CNC), szlifierek krawędziowych do zwykłego szlifu i eleganckiej fazy, wiertarek kolumnowych z koronami diamentowymi, pieców do hartowania oraz autoklawów do laminowania. Do montażu wielkich formatów dochodzą systemy z przyssawkami próżniowymi i prowadnicami, które zwiększają bezpieczeństwo i dokładność. Cała robota zaczyna się jednak od planu: właściwy dobór grubości i typu szkła, odpowiednich okuć, przewidzenie dylatacji, a potem organizacja stanowiska i BHP – rękawice, okulary, ochrona słuchu, kontrola ostrych krawędzi, transport na stojakach i poprawne magazynowanie, żeby nie doprowadzić do mikropęknięć. W efekcie szklarz łączy dziś rzemieślniczą precyzję z nową technologią: potrafi dmuchnąć i uformować szkło na gorąco, ale też dociąć, wywiercić i zamontować taflę w nowoczesnym wnętrzu tak, by była i piękna, i bezpieczna.
Dlaczego zawód zanikł
Zanik tradycyjnych form pracy szklarza to skutek długiego, wielowątkowego procesu, w którym zmiany technologiczne splotły się z ekonomią i urbanistyką. Po pierwsze, mechanizacja i seryjna produkcja szklanych tafli oraz naczyń ograniczyły znaczenie jednostkowej wytwórczości: walcowanie, ciągnienie, a potem float dały idealnie gładkie, powtarzalne tafle w niemal dowolnych formatach i cenie, z którą lokalny warsztat nie mógł konkurować. Po drugie, rewolucja w stolarce otworowej – prefabrykowane pakiety szybowe, systemowe profile z drewna, PVC i aluminium, fabryczne okucia oraz uszczelnienia – przesunęła ciężar prac z cechowych warsztatów do zakładów przemysłowych i ekip montażowych. Po trzecie, standaryzacja bezpieczeństwa (szkło hartowane i laminowane, szkło ogniochronne), coraz bardziej rygorystyczne normy jakości oraz rosnąca skala inwestycji uprzywilejowały duże linie technologiczne, laboratoria kontroli jakości i zmechanizowane centra obróbcze. Wraz z tym zniknął model „od A do Z”, w którym jeden mistrz odpowiadał za pomiar, docięcie, obróbkę, osadzenie i serwis; dziś łańcuch dostaw rozdziela projekt, produkcję i montaż między różnych wykonawców.
Na trend kurczenia się klasycznego rzemiosła nałożyły się czynniki społeczne i prawne. Zmienił się popyt: dominuje szkło bezpieczne i energooszczędne (pakiety dwukomorowe, powłoki niskoemisyjne), którego nie da się wykonać w małej pracowni; klienci oczekują też krótkich terminów i gwarancji popartych certyfikatami. Do tego dochodzą koszty energii i przestrzeni – piece do wytopu lub hartowania to urządzenia energochłonne i wymagające zaplecza, co naturalnie wypycha drobną produkcję z centrów miast. Regulacje środowiskowe i BHP ograniczyły część chemicznych i „brudnych” procesów (np. tradycyjne polerowanie i trawienia), przenosząc je do zautomatyzowanych, zamkniętych linii.
Wreszcie, kultura masowej konsumpcji i globalne łańcuchy dostaw obniżyły cenę gotowych formatów, a jednocześnie podniosły oczekiwania wobec tolerancji wymiarowych i jakości krawędzi, co wymusza inwestycje w CNC i specjalistyczne narzędzia rzadko dostępne w pojedynczym rzemieślniczym warsztacie. Efekt? Dawne techniki – jak ręczne dmuchanie szkła użytkowego – zeszły do nisz sztuki i edukacji, a większość lokalnych zakładów skupiła się na pracach wykończeniowych i montażowych. Jednocześnie zawód nie zniknął: przekształcił się, specjalizując w usługach cięcia, szlifowania, wiercenia i klejenia UV, w projektach „pod wymiar” dla architektury wnętrz oraz w renowacji luster, szkleniu obiektów zabytkowych i serwisie witryn. To inny rynek niż sto lat temu, ale wciąż wymagający świetnego rzemiosła.
Szklarz dziś: rzemiosło niszowe czy pokaz?
Odpowiedź brzmi: jedno i drugie, a nawet trzy wymiary naraz. Po pierwsze, szklarz to realny, współczesny zawód usługowy – z kwalifikacjami zdobywanymi w szkołach branżowych i w praktyce u mistrzów – który świadczy prace w budownictwie i designie: od kabin prysznicowych, luster i paneli kuchennych po balustrady, drzwi całoszklane, zadaszenia i witryny. W tej odsłonie kluczowe są precyzyjne pomiary, obróbka krawędzi, wiercenie pod okucia, bezpieczny transport i montaż, a także znajomość norm i właściwości szkła (hart, laminat, szkło dymione, ornamentowe, barwione w masie, emaliowane). Po drugie, istnieje nisza artystyczno-rzemieślnicza, w której żyją techniki historyczne: dmuchanie szkła przy piszczeli, formowanie „z wolnej ręki” i do form, zdobienia ogniowe. Tu szklarz staje się twórcą: projektuje naczynia i obiekty, kontroluje temperaturę, plastyczność, grubość ścianek, rytm obrotu – słowem, prowadzi gorącą materię niczym plastyk. Po trzecie, coraz ważniejszy jest wymiar edukacyjny i rekonstrukcyjny: „żywe lekcje” i pokazy w muzeach, skansenach i na festynach, gdzie rzemieślnik przy mobilnym piecu demonstruje nabieranie, rozdmuchiwanie bańki, użycie marpry i drewnianych „łódek”, przekładanie na puntę i wyżarzanie w piecu odprężającym. Ten format jest niezwykle komunikatywny – widz dosłownie „widzi, jak powstaje” – i przyciąga zarówno dzieci, jak i dorosłych.
W praktyce wiele pracowni łączy te światy: realizuje zlecenia użytkowe dla architektów i klientów indywidualnych, a równocześnie prowadzi warsztaty i tworzy krótkie serie artystyczne. Szklarz współpracuje z projektantami mebli, stolarzami, kamieniarzami, ślusarzami i monterami systemów szkła; korzysta z usług hartowni i laminowni, a na miejscu wykonuje precyzyjny rozkrój, szlif, fazę, wiercenia i klejenia UV. W muzeach i na wydarzeniach historycznych towarzyszy temu komentarz kuratorski: omówienie receptur masy, typów form, różnic między szkłem koronowym, cylindrowym a float, a także pokaz efektów optycznych (np. ryflowań czy „oczka” w starych szybach). Dzięki temu szklarz funkcjonuje dziś jednocześnie jako fachowiec od nowoczesnych realizacji i ambasador tradycji – a dmuchanie szkła, choć niszowe, bywa coraz częściej pokazywane na żywo, bo jest widowiskowe i angażujące.
Gdzie zobaczyć
Tradycję i współczesność szklarstwa najłatwiej uchwycić w trzech rodzajach miejsc, które uzupełniają się jak kolejne rozdziały opowieści o szkle. Po pierwsze, huty i pracownie szkła artystycznego – od kameralnych warsztatów po większe studia – oferują pokazy dmuchania i formowania na gorąco. Zobaczysz tam pełny cykl: nabranie masy z tyglowego pieca, walcowanie na marprze, rozdmuchiwanie bańki przy obracaniu piszczały, użycie form (drewnianych, metalowych, optycznych), przekładkę na puntę, modelowanie wylotu, cięcie „na gorąco” i wreszcie odprężanie w piecu wyżarzającym. Często możesz też dotknąć „skorupek” – odłamków ze studzenia – i porównać szkło barwione w masie z bezbarwnym. Po drugie, muzea i skanseny technologii prezentują warsztaty historyczne: narzędzia, formy, stare tafle koronowe i cylindrowe, przykłady witraży i luster oraz krótkie pokazy przy mobilnych piecach. To dobre miejsce, by zrozumieć, jak zmieniały się przepisy i standardy, jakie były dawne metody szklenia okien i jak wyglądała praca cechowa. Po trzecie, jarmarki rzemiosł i wydarzenia edukacyjne – szczególnie te poświęcone dawnym zawodom – organizują „żywe lekcje”, podczas których rzemieślnik pracuje na oczach publiczności, a narracja wyjaśnia każdy krok procesu. Organizatorzy podkreślają bezpieczeństwo rzemiosł ogniowych: odpowiednie wygrodzenie, osłony termiczne, gaśnice, wyznaczone strefy dla widzów; to dzięki nim można podejść blisko, zobaczyć szczegóły pracy i porozmawiać ze szklarzem o recepturach szkła, temperaturach i technikach wykańczania.
Jeśli interesują cię realizacje użytkowe, dobrym tropem są lokalne zakłady usługowe współpracujące z architektami i stolarzami – często mają ekspozycję krawędzi, rodzajów obróbek, okuć i mocowań punktowych. Jeżeli szukasz sztuki i pokazów, sprawdzaj programy pracowni, muzeów i plenerów: wiele z nich prowadzi cykliczne demonstracje dmuchania szkła, warsztaty dla grup i krótkie kursy wprowadzające, w których – pod okiem mistrza – można samodzielnie uformować małe naczynie i na własne oczy zobaczyć, jak ważny jest rytm obrotu piszczały, tempo oddechu i kontrola temperatury. Dzięki temu „szklarz” nie pozostaje tylko hasłem z podręcznika, ale żywą, wielowątkową praktyką – od precyzyjnego montażu w nowoczesnych wnętrzach po hipnotyzujący taniec ognia i szkła w pracowniach i na scenach pokazowych.
Ciekawostka:
W dawnym szkleniu okien popularne było tzw. szkło koronowe: szklarz wydmuchiwał bańkę, nacinał ją, a potem szybko wirował na piszczeli, rozpłaszczając w krążek. Środek takiej tafli był najgrubszy i nosił ślad po odcięciu od pręta – powstawało charakterystyczne „oczko”, zwane też „byczym okiem”. Te centralne fragmenty, mniej pożądane w eleganckich wnętrzach, trafiały do tańszych przeszkleń, skąd do dziś w starych oknach widać lekkie falowania i zniekształcenia obrazu.
Najważniejsze fakty
- Szklarz to nie tylko „pan od szyb”, ale także rzemieślnik od luster, witryn, drzwi i mebli szklanych.
- Najbardziej widowiskową techniką jest dmuchanie szkła piszczelą – w wersji „wolnej ręki” lub do form.
- Historycznie szklarz działał między hutą, cechem a warsztatem miejskim; dziś często pracuje w firmach usługowych i studiach designu.
- Automatyzacja produkcji i standaryzacja okien ograniczyły znaczenie tradycyjnej wytwórczości; zawód przesunął się w stronę obróbki i montażu.
- Współczesny zakres usług obejmuje cięcie, szlifowanie, wiercenie, hartowanie/laminowanie oraz montaż na wymiar.
- Szklarz pozostaje zawodem kwalifikowanym, którego można uczyć się w szkołach branżowych i u mistrzów.
- Dmuchanie szkła coraz częściej prezentuje się na żywo w muzeach, hutach artystycznych i podczas plenerowych pokazów.
- Na wydarzeniach edukacyjnych pojawiają się stałe stanowiska „szklarskie” i dbałość o BHP rzemiosł ogniowych.
- Produkty szklarskie wykraczają daleko poza okna: to również balustrady, ścianki, kuchenne panele i meble.
- Zawód łączy precyzję ręczną z obsługą nowoczesnych maszyn; dobra praktyka to klucz do jakości.
Mini-FAQ
Czy szklarz wytapia dziś szkło?
Najczęściej nie – surowe tafle i formatki powstają przemysłowo; lokalny warsztat skupia się na obróbce i montażu.
Czy dmuchanie szkła to przeszłość?
Nie. To żywa technika w hutach artystycznych i na pokazach edukacyjnych, bardzo atrakcyjna dla publiczności.
Jakie narzędzia są kluczowe dzisiaj?
Stoły do cięcia, piły i szlifierki do krawędzi, wiertarki do szkła, systemy montażowe; w sztuce – wciąż piszczałka i formy.
Czy to zawód ginący?
Tradycyjne techniki rzemieślnicze – tak; ale usługi szklarskie jako takie trwają i są potrzebne w budownictwie i aranżacji wnętrz.
Czego uczy się początkujący szklarz?
Bezpiecznego cięcia, szlifowania, dopasowania i montażu, a w pracowniach artystycznych – formowania na gorąco.
Jakie wyroby zamówię u szklarza?
Lustra, kabiny, balustrady, ścianki, blaty, witryny, panele kuchenne i łazienkowe oraz wiele elementów dekoracyjnych.
Gdzie zobaczę szklarza w akcji?
W hutach i pracowniach szkła artystycznego, na wystawach i jarmarkach rzemiosł oraz w programach osad rzemieślniczych.
Czy pokazy są bezpieczne?
Tak – organizatorzy dbają o warunki BHP, szczególnie przy rzemiosłach ogniowych (jak kowalstwo czy szklarstwo).
Ciekawostka:
Podziękowania


